=== Strona Główna ===

SzukajUżytkownicyGrupy
RejestracjaZaloguj


Poprzedni temat «» Następny temat
The man o... miłości
Autor Wiadomość
The man 
Starszy Kumpel
Ecr. l'inf.



Bananów: 10
Wiek: 26
Dołączył: 06 Mar 2014
Posty: 363
Wysłany: 2015-01-07, 18:28   The man o... miłości

Ponad miesiąc do walentynek, może czas się zadumać nad miłością? Chociaż i tak każdy bardziej niż na to pokazowe święto czeka na rocznicowe rozstrzygnięcia cout`a :crazy:

Chyba jednym z największych nieszczęść jakie mogą spotkać człowieka, jest śmierć jego miłości. I nie mówię tu o śmierć ukochanej / ukochanego / bliskiego czy o rozstanie, tylko o samą zdolność do kochania. Chyba najbardziej zawałowa ze zdolności ,którą sami sobie sprawiamy. Zdolność do kochania, a więc i pewna zdolność do poświęcenia, specyficzny rodzaj szaleństwa, jakiś rodzaj dzikości, jakieś nieposkromienie w uczuciu, delikatność i uniesienie, i jednocześnie uwznioślenie jakieś takie. Czego doświadcza człowiek kochający, skoro ukuto powiedzenie że "lepiej kochać i stracić niż nigdy nie kochać"? Zimny kalkulator dostrzeże w miłości obłęd, ponieważ przymusza ona niejednokrotnie do zachowań powiedzieć można dziwacznych i nie racjonalnych. Miłość otwiera człowieka na nowy rodzaj wiedzy i poznania, które nie mają szans pojawienia się bez miłości.
Co zatem dzieje się kiedy umiera w człowieku zdolność do kochania? Obumierają w nim i inne zdolności. Poświęcenie, "szaleństwo", specyficzny rodzaj wiedzy i poznania. To się dzieje. A kiedy, w jakich warunkach miłość umiera? Odpowiedź z mojej strony jest paradoksalna - kiedy budzimy się z własnej nieświadomości. Kiedy stykamy się z miłością zracjonalizowaną, odczarowaną, poćwiartowaną i poddaną innym chirurgicznym zabiegom ze strony zimnego skalpela [bo i przenosząc to na bardziej fizyczną płaszczyznę, czy ten trup otwarty, z wyjętymi wnętrznościami, z rozerwaną klatką piersiową, otwartą czaszką, wypełniony mętnymi płynami i wydzielający smród to obiekt jakiejś szczególnej wzniosłej inspiracji? Czy już to byt innego rodzaju? Przypomnę że trup traci cechy człowieka, nie jest człowiekiem, jest trupem, coś intuicyjnie rozpoznawalnego przepadło] Taka miłość to truchło. Tak to widzę.



A jak wy to widzicie? Czy może, znacie przypadki w których ludzie są ze sobą bo są, bo tak jest łatwiej, bo tak wypada, bo dzieci jeszcze nie dorosły? Zapraszam do dyskusji.
_________________
Nie jestem w stanie prowadzić... zaraz! Nie powinienem się słuchać siebie samego, jestem pijany!
 
     
Lixi 
Indywiduum



Bananów: 3
Wiek: 27
Dołączył: 06 Sty 2015
Posty: 48
Wysłany: 2015-01-07, 18:49   

Każdy zna jakiś ludzi, którzy są ze sobą bo wypada albo bo tak wygodnie. Uważam, że miłość niejako napędza rase ludzką przez to, że właśnie otwiera umysł ludzi na kompletnie nowe rzeczy. Prawdą jest też, że moim zdaniem człowiek zakochany a najlepiej w związku uczy się postrzegać świat przez pryzmat tej drugiej osoby co mnoży od razu jego każde doświadczenie. Człowiek zakochany jest też bardziej ambitny i kreatywny, nie przez przypadek większość wybitnych dzieł powstała pod wpływem miłości tudzież jej utraty.
Miłość potrafi ranić i nieść za sobą łunę pożogi ale jest w sumie kwintesencją życia i sposobem aby nie pogrążyć się w próżności.
 
     
Bonda 
Kumpel
Kla wróciła !



Bananów: 12
Wiek: 23
Dołączyła: 14 Maj 2014
Posty: 297
Wysłany: 2015-01-07, 21:19   

Ja osobiście znam dwa przypadki, gdzie w młodzieńczych latach ludzie kochali się bez pamięci, miłością było od nich czuć na kilometr. Al po kilku latach małżeństwa czuć tylko obojętność. Nie rozumiem jak tak bardzo można stać się obojętnym na człowieka, którego tak bardzo się kochało, spędziło tyle cudownych chwil, z którym stworzyło się rodzinę i chciało się kiedyś zestarzeć.

Gdybym to ja była w takiej sytuacji wolałabym się rozstać, ale... nie zrobiłabym tego. Dlaczego? Bo taka jest moja wiara. "Co Bóg złączył człowiek niech nie rozdziela". O miłość trzeba walczyć. Miłości trzeba się nauczyć. W miłości nie ma "ja". Jest teraz tyle możliwości aby ratować to co kiedyś było tak piękne i cieszyło serce. Miłość nie jest łatwa i częściej boli niż cieszy, ale taka jest już miłość. I szczerze wierzę w nią. Uwielbiam patrzeć na moich rodziców i widzieć jak po 25 latach małżeństwa oni kochają się jeszcze bardziej, mimo wielu problemów, kłótni, wad. Żadnemu człowiekowi nie życzę tego, aby w życiu nie spotkał miłości. Człowiek bez miłości jest pusty w środku, jest niczym...

"Gdybym też miał dar prorokowania
i znał wszystkie tajemnice,
i posiadał wszelką wiedzę,
i wszelką [możliwą] wiarę,
tak iżbym góry przenosił.
a miłości bym nie miał,
byłbym niczym."

(1 Kor 13, 2)
_________________
Karma działa następująco:
Akcja - reakcja.
Zbierzesz to, co posiałeś.
Wyjmiesz to, co włożyłeś.
Otrzymasz w zamian to, co dałeś.
 
     
V 
Wiarygodny



Bananów: 9
Dołączył: 14 Maj 2014
Posty: 194
Wysłany: 2015-01-08, 19:38   

The man, trochę mnie zdziwiłeś tym tematem, bo nie tyle, że takie przemyślenia do Ciebie nie pasują, ale sam fakt, że chcesz się nimi dzielić ponownie zmienia Twoje odbicie w moim lustrze.

Miłość to temat wspaniały, nad którym naprawdę dużo można naopowiadać. Lubię o nim czytać.
Pomimo, że nigdy nie poczułem czegoś więcej niż zauroczenia i pożądania, to śmiem nazywać siebie romantykiem - czyli w skrócie, wciąż naiwnie wierzę, że gdzieś jest ta jedyna :)

Mógłbym tu jeszcze sporo napisać, ale nie zrobię tego ze względu na najdziwniejszą rzecz jaką odnajduję w miłości.
Gdy tylko o niej opowiadam mam wrażenie, że moje słowa tracą sens w momencie ich wypowiedzenia. Zupełnie jakbym sam w nie nie wierzył.
_________________

There is still a voice I have yet to hear.

There are still words I have yet to remember.
 
     
The man 
Starszy Kumpel
Ecr. l'inf.



Bananów: 10
Wiek: 26
Dołączył: 06 Mar 2014
Posty: 363
Wysłany: 2015-01-09, 00:50   

V napisał/a:
The man, trochę mnie zdziwiłeś tym tematem, bo nie tyle, że takie przemyślenia do Ciebie nie pasują, ale sam fakt, że chcesz się nimi dzielić ponownie zmienia Twoje odbicie w moim lustrze.


To jest wstęp do innego tematu, który założę za kilka dni. Póki co czekam na wenę ,którą mam nadzieję zaczerpnąć stąd :crazy:
_________________
Nie jestem w stanie prowadzić... zaraz! Nie powinienem się słuchać siebie samego, jestem pijany!
 
     
Lixi 
Indywiduum



Bananów: 3
Wiek: 27
Dołączył: 06 Sty 2015
Posty: 48
Wysłany: 2015-01-09, 00:52   

The man napisał/a:
To jest wstęp do innego tematu, który założę za kilka dni.
walentynkowy szał?
 
     
The man 
Starszy Kumpel
Ecr. l'inf.



Bananów: 10
Wiek: 26
Dołączył: 06 Mar 2014
Posty: 363
Wysłany: 2015-01-09, 00:59   

Lixi napisał/a:
The man napisał/a:
To jest wstęp do innego tematu, który założę za kilka dni.
walentynkowy szał?

Podkowę się hartuje w ogniu a nie w poduszce pełnej kotków ,misiów i innych bzdetów. Więc coś bardziej pasującego do tego działu :-P
_________________
Nie jestem w stanie prowadzić... zaraz! Nie powinienem się słuchać siebie samego, jestem pijany!
 
     
knyss 
Przyjęty



Bananów: 3
Wiek: 25
Dołączył: 08 Sty 2015
Posty: 69
Wysłany: 2015-01-10, 00:08   

Pierwsze co przychodzi mi na myśl odnośnie tego tematu to dwa całkiem różne cytaty z utworu Milana Kundery - "Nieznośna lekkość bytu"

"Kochać kogoś z litości to znaczy nie kochać go naprawdę."

oraz

"Nawet własny ból nie jest tak ciężki jak ból z kimś współodczuwany, ból za kogoś, dla kogoś, zwielokrotniony przez wyobraźnię."

Z jednej strony ja osobiście trzymam się tych haseł, bo już doświadczyłem tego w życiu, z drugiej temat na czasie z tego względu, że bliski znajomy rozstał się ostatnio z dziewczyną, z którą był przez cztery lata.
Pamiętam czas, kiedy go poznałem, dobijał do rocznicy i już wtedy planował, że za trzy lata się ożeni (tymczasem stała się rzecz o 180 stopni odwrotna).
Jaki będzie koniec tego filmu, trudno przewidzieć, ale już przez te dwa tygodnie, które od tego momentu minęły dostrzegam całkowicie nowy zestaw zachowań niż wcześniej.
Jednak jeśli chodzi o samą miłość widzę na wzmożoną walkę o to wspólne odczuwanie bólu i znacznie bardziej pobudzoną wyobraźnię do działania w porównaniu z przeszłością.
Wydaje mi się, że aby miłość nie obumarła należy jej szukać tam, gdzie można, a nie trzymać się agregatów, które tego nie są w stanie dać. Inaczej nasze doświadczenia pójdą na marne.
 
     
Fajtula 
Seo kameleo



Bananów: 31
Dołączyła: 13 Lut 2014
Posty: 1856
Wysłany: 2015-01-10, 14:13   

The man napisał/a:
Chyba jednym z największych nieszczęść jakie mogą spotkać człowieka, jest śmierć jego miłości.

Myślisz? Mnie się wydaję, że największym nieszczęściem jest NIGDY nie zaznać miłości. Nie wiedzieć co to znaczy kochać, poświęcać się.. DOBRA, nie doczytałam. :C
The man napisał/a:
"lepiej kochać i stracić niż nigdy nie kochać"?

Zastanawiał się ktoś kiedyś, dlaczego jeden potrafi kochać, a drugi nie? Skąd się to bierze? Może w momencie powstania życia, gdy stoimy w kolejce po piękno i inteligencję, jest gdzieś na skraju jeszcze stanowisko z procentem miłości w organizmie?

Otóż nie. WYCHOWANIE, DZIECIŃSTWO to takie dwa magiczne hasła. Gdy rodzice niewystarczająco nas kochają lub, gdy nie potrafią okazywać nam swej miłości, sprawiają, że nie mamy skąd się jej uczyć, nie jest dla nas oczywistością, nie znamy jej.
Ktoś kiedyś doskonale porównał tą sytuację do zbiorników z miłością. Jeżeli ludzie, którzy są rodzicami nie mają wypełnionych po brzegi zbiorników (nie są dojrzali emocjonalnie, aby dzielić się miłością), nie mogą przelewać jej swym dzieciom, bo zamiast otaczać maleństwa opieką, bezpieczeństwem, będą w dalszym ciągu poszukiwali bodźców, które te zbiorniki im zapełnią. A jeżeli dziecko od urodzenia nie będzie otaczane rodzicielskimi uczuciami, w późniejszych latach może się rozwinąć z zaburzeniami emocjonalnymi. Pójdzie w świat jako "zimny kalkulator" i będzie dookoła rozsiewać aurę zobojętnienia i tragizmu.

To tak w ramach wstępu. :crazy:

The man napisał/a:
Kiedy stykamy się z miłością zracjonalizowaną, odczarowaną, poćwiartowaną i poddaną innym chirurgicznym zabiegom ze strony zimnego skalpela

Taka miłość w ogóle istnieje? To raczej wyobrażenie zobojętniałego na uczucia kalkulatora albo, idąc drogą Twojego późniejszego pytania..
Cytat:
Czy może, znacie przypadki w których ludzie są ze sobą bo są, bo tak jest łatwiej, bo tak wypada, bo dzieci jeszcze nie dorosły?

zwykłe materialistyczne pobudki.

Swoją drogą, jestem trochę rozczarowana zadanymi przez Ciebie pytaniami. Tak czarujący wstęp przygnieść z takim impetem do podłogi. :C

Lixi napisał/a:
zakochany a najlepiej w związku uczy się postrzegać świat przez pryzmat tej drugiej osoby co mnoży od razu jego każde doświadczenie.

Generalnie obcowanie z ludźmi niesie za sobą doświadczenie, poznanie, jednak masz rację, zdecydowanie większy wpływ ma na nas intensywne, długotrwałe przebywanie z jedną istotą, na której bardzo nam zależy. Silne doświadczenia pozwalają nam na zmiany swej osobowości, czasami nawet zupełną metamorfozę.

Bonda napisał/a:
Nie rozumiem jak tak bardzo można stać się obojętnym na człowieka, którego tak bardzo się kochało, spędziło tyle cudownych chwil, z którym stworzyło się rodzinę i chciało się kiedyś zestarzeć.

Wielu ludziom się wydaje, że gdy już zdobędzie się uznanie w oczach ukochanej / ukochanego, to nie trzeba się już starać. Po etapie zauroczenia, zakochania nadchodzą ciemne chmury monotonni, trzeba nadal mieć w sobie dojrzałość, motywację, gorący ogień i pożądanie (składające się na miłość), żeby móc jej sprostać. A potem? Potem znów jest magiczny czas, który trzeba starać się utrzymywać, dokładać do rozpalonego ogniska. W momencie ustatkowania, kiedy mamy zapewnioną pracę i rodzinę jest chyba najtrudniej o dawny ogień. Nie zawsze jest czas na przejmowanie się partnerskimi troskami, trzeba znów i znów ogarniać życie, problemy, ALE! trzeba, naprawdę trzeba, żeby nie zaprzepaścić uczucia, żeby nie zapomnieć, że się kocha, że cały ten dobytek, który mamy jest dzięki tej drugiej osobie, że gdyby nie ona, z pewnością sami byśmy tego nie uzyskali. No i dzieci... one też są najlepszym dowodem i motywatorem do starań.

V napisał/a:
Mógłbym tu jeszcze sporo napisać, ale nie zrobię tego ze względu na najdziwniejszą rzecz jaką odnajduję w miłości.
Gdy tylko o niej opowiadam mam wrażenie, że moje słowa tracą sens w momencie ich wypowiedzenia. Zupełnie jakbym sam w nie nie wierzył.

Podzielisz się chociaż tym, co odnajdujesz w miłości?

Najlepsze dwa podsumowania:
knyss napisał/a:
Wydaje mi się, że aby miłość nie obumarła należy jej szukać tam, gdzie można, a nie trzymać się agregatów, które tego nie są w stanie dać.

Lixi napisał/a:
Miłość potrafi ranić i nieść za sobą łunę pożogi ale jest w sumie kwintesencją życia i sposobem aby nie pogrążyć się w próżności.


A na koniec mojego wywodu chciałam podziękować autorowi i wszystkim, którzy wypowiedzieli się w tym temacie. Jesteście inspiracją. Pragnę więcej.
_________________
Lubię siedzieć nisko, upadek nie jest wówczas tak niebezpieczny.
 
     
The man 
Starszy Kumpel
Ecr. l'inf.



Bananów: 10
Wiek: 26
Dołączył: 06 Mar 2014
Posty: 363
Wysłany: 2015-01-10, 14:39   

Fajtula napisał/a:


Swoją drogą, jestem trochę rozczarowana zadanymi przez Ciebie pytaniami. Tak czarujący wstęp przygnieść z takim impetem do podłogi. :C


To jakie byś Ty zadała?
_________________
Nie jestem w stanie prowadzić... zaraz! Nie powinienem się słuchać siebie samego, jestem pijany!
 
     
Fajtula 
Seo kameleo



Bananów: 31
Dołączyła: 13 Lut 2014
Posty: 1856
Wysłany: 2015-01-10, 14:52   

Uściślę: chodzi mi o ostatnie pytanie, które zadałeś na końcu wpisu. Zawęziłeś horyzonty. Trochę tak jakbyś obciął mi nogi. :crazy:
Tak poza tym nie zadałabym żadnego (z wyjątkiem tego: Czego doświadcza człowiek kochający, skoro ukuto powiedzenie że "lepiej kochać i stracić niż nigdy nie kochać"?) Wiesz dlaczego? Bo Twój wstęp był genialnym wejściem na niezobowiązującą schematem interpretację, wprost dla ulubieńców pseudofilozoficznego słowa, jakimi z pewnością WSZYSCY jesteśmy na forum. :crazy:
Ale pieprzyć to. I tak Cię kocham za ten temat. :crazy:
_________________
Lubię siedzieć nisko, upadek nie jest wówczas tak niebezpieczny.
 
     
Moniazgwiazdka
Starszy Kumpel



Bananów: 9
Dołączył: 18 Mar 2014
Posty: 380
Wysłany: 2015-01-10, 17:18   

Fajtula napisał/a:
Zastanawiał się ktoś kiedyś, dlaczego jeden potrafi kochać, a drugi nie?
Chyba każdy potrafi kochać, musi po prostu trafić na odpowiednią osobę. A niektórzy są zbyt kochliwi, też niedobrze.

Żeby stworzyć udany związek to przede wszystkim trzeba się lubić i umieć spędzać ze sobą czas. A wiele związków to pożądanie i takie najczęściej się rozpadają.

Cytat:
"lepiej kochać i stracić niż nigdy nie kochać"?)
Nie mogę się z tym zgodzić. Wolałabym w ogóle nie kochać niż to stracić. Dla mnie (na dzień dzisiejszy) byłby to koniec świata. A bez miłości jakoś żyłam.

Pierwszy raz kogoś kocham (w sensie, Mężczyznę) i dla mnie to już jest miłość do końca życia. Nie wyobrażam sobie, żebyśmy mogli się rozstać.

The man napisał/a:
bo dzieci jeszcze nie dorosły?
Gorzej, bo dziecko w drodze. I po co? Nigdy nie podobały mi się Śluby, bo przecież w ciąży, to musimy. Mało romantyczne i nigdy nie chciałam, aby tak to wyglądało. Facet musi sam być pewny, musi sam dorosnąć, musi chcieć być ze mną do końca, a nie dla dziecka. Mój się szybko oświadczył, po pół roku znajomości. Wszyscy ględzili, że za wcześniej, że trzeba się poznać i ble ble. Ale niczego innego nie byłam bardziej pewna. I z perspektywy czasu, nie żałuję, a wręcz przeciwnie. A znam pary, które są wiele lat ze sobą, ale się jeszcze wahają co do Ślubu. Dla mnie to coś nie tak. Jeszcze rozumiem, że ktoś w ogóle nie chce Ślubu, bo ma takie a nie inne przekonania.
Mam koleżankę, która nie może się doczekać oświadczyn. Są ze sobą z 7 lat? Coś koło tego. I tak od 5 mówi jej, że kiedyś się oświadczy, że ona będzie jego żoną, ale coś nie jest. Chyba woli mieć furtkę otwartą. Facet nie jest jej pewny, więc co to za miłość?
 
     
Fajtula 
Seo kameleo



Bananów: 31
Dołączyła: 13 Lut 2014
Posty: 1856
Wysłany: 2015-01-10, 22:13   

Moniazgwiazdka napisał/a:
Chyba każdy potrafi kochać, musi po prostu trafić na odpowiednią osobę.

Jeżeli mowa o zaburzeniach emocjonalnych to należy to leczyć. Ludzie otaczają nieszczęśliwca życzliwością i krok po kroku uczą go kochać. Obawiam się, że przeciętny śmiertelnik skrajnie zaburzonego nie jest w stanie odczarować.
_________________
Lubię siedzieć nisko, upadek nie jest wówczas tak niebezpieczny.
 
     
Fragileacacia 
Wiarygodny
Balansując nad krawędzią



Bananów: 8
Dołączyła: 13 Sty 2015
Posty: 199
Wysłany: 2015-01-14, 14:39   

Cytat:
"lepiej kochać i stracić niż nigdy nie kochać"?)
Nie mogę się z tym zgodzić. Wolałabym w ogóle nie kochać niż to stracić. Dla mnie (na dzień dzisiejszy) byłby to koniec świata. A bez miłości jakoś żyłam.

Dokładnie, w pełni się z Tobą zgadzam.

Lepiej kogoś kochać, bo to rozwija. Bo to piękne i okrutne zarazem. Bo wnosi do Twojego życia tak wiele zmian, tak wiele doznań nie do zastąpienia. Wzbogaca Twoją osobę, zawsze w unikatowy sposób.

Ale zastanówmy się czasem. Co to znaczy życzyć komuś ,,wszystkiego najlepszego?"

Czy zmiany wywołane <nieszczęśliwą,zakończoną> miłością nie są wartościowe? Czy doświadczenie negatywnych emocji nie kształtuje Cię w kogoś zupełnie innego... lepszego?

To właśnie te trudne doświadczenia nas ulepszają.


Każdy związek, który został kiedykolwiek zawarty ma swoje demony. Nie znam ani jednej pary, która po drodze lub w ciągu całego czasu trwania tej relacji nie musiała się z czymś zmagać.
_________________
Rather be someone's shot of whiskey than everyone's cup of tea.

BeatBox napisał/a:
Czego brakuje Wam do pełni szczęścia?

cjelzurr napisał/a:
Bycia pierdolcem w mniejszym stopniu. To główny powód moich życiowych porażek.
 
     
Bonda 
Kumpel
Kla wróciła !



Bananów: 12
Wiek: 23
Dołączyła: 14 Maj 2014
Posty: 297
Wysłany: 2015-01-14, 21:45   

Fragileacacia napisał/a:
Czy zmiany wywołane <nieszczęśliwą,zakończoną> miłością nie są wartościowe? Czy doświadczenie negatywnych emocji nie kształtuje Cię w kogoś zupełnie innego... lepszego?


Z tym lepszym to bym chyba uważała, czasami miłość lub utrata tej miłości zamienia nas w "potwory" bez serca.
_________________
Karma działa następująco:
Akcja - reakcja.
Zbierzesz to, co posiałeś.
Wyjmiesz to, co włożyłeś.
Otrzymasz w zamian to, co dałeś.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku

Skocz do:  

Kontakt | Forum wielotematyczne: cout.pl © 2014 - 2017 | Forum wielotematyczne, młodzieżowe

Wersja mobilna