=== Strona Główna ===

SzukajUżytkownicyGrupy
RejestracjaZaloguj


Poprzedni temat «» Następny temat
Gdyby jutra miało nie być.
Autor Wiadomość
The man 
Starszy Kumpel
Ecr. l'inf.



Bananów: 10
Wiek: 26
Dołączył: 06 Mar 2014
Posty: 363
Wysłany: 2014-03-16, 20:58   Gdyby jutra miało nie być.

Mimo takowej nazwy tematu, nie mam zamiaru opisywać tutaj filmu o tym samym tytule.

Oglądałem dziś, zmuszony przez mą lubą film "Zapowiedź" ( nie powalił z nóg, nie był też jakoś dobitnie głęboki + sztywny Cage :crazy: ) w połowie filmu naszły mnie myśli, co począć z wiedzą o tragicznej przyszłości? Czy można zmienić bieg wydarzeń, które dopiero mają nastąpić? Czy o losach ludzkości decyduje wyłącznie przypadek, czy może są one zdeterminowane przez wcześniejsze zdarzenia? A jeśli jesteśmy stworzeniem wybranym, czy możemy przestać się bać o rodzaj ludzki, ponieważ jest ktoś, kto patrzy i czuwa? Jednak pod koniec gdy przyleciało ufo po chłopaka i popatrzyłem na Cage godzącego się ze swoją rodziną, naszły mnie innej myśli.

Jak wykorzystalibyście ostatnie chwile życia? Wiedząc,że śmierć wkrótce nadejdzie nieuchronnie. Czy w takiej sytuacji jednym umierać jest lżej, innym trudniej? Biednym łatwiej pogodzić się z losem ,niż bogatym? Nieuleczalnie chorym, niż cieszącym się zdrowiem? Samotnym, aniżeli kochanym? Wierzącym, nie ateistą?
Czy też życie ceni się tak samo mocno bez względu na wiek, pozycję i perspektywy ?

Łapki na klawiaturę i deliberować


edit :

Jazz napisał/a:
To pewnie nie wstałbym już gdybym spać poszedł. A co gdyby miało nie być jutra a nie poszedłbym spać?


Dla tych mniej mądrych ,których niczym Mojżesz w byciu tępakiem prowadzi Jazz. To ,że został post napisany o 21 nie znaczy ,że macie 3h życia :crazy:
_________________
Nie jestem w stanie prowadzić... zaraz! Nie powinienem się słuchać siebie samego, jestem pijany!
 
     
Jazz 
Wiarygodny
Buhaha



Wiek: 28
Dołączył: 02 Mar 2014
Posty: 108
Wysłany: 2014-03-16, 21:01   

To pewnie nie wstałbym już gdybym spać poszedł. A co gdyby miało nie być jutra a nie poszedłbym spać?
 
     
Amb
Artificial Marvellous Brain



Bananów: 33
Dołączył: 18 Lut 2014
Posty: 1134
Wysłany: 2014-03-16, 23:36   

Gdyby jutra miało nie być, to może w końcu mówiłabym prawdę przez dłużej niż godzinę.
Albo nie mając nic do stracenia, spróbowałabym ukraść czyjeś auto i pojechać przed siebie najdalej jak się da :-DD po drodze krzyczałabym wszystkim niedowiarkom, że zbliża się koniec świata.
A może poszłabym do mojego najgorszego wroga i powiedziała mu, że tak naprawdę to nie mam już do niego żalu?
Jest tyle opcji !

The man napisał/a:
Czy też życie ceni się tak samo mocno bez względu na wiek, pozycję i perspektywy ?
Myślę, że (pomijając samobójców i chorych psychicznie) tak.
_________________
Lepiej żeby się ciebie bali niż mieliby cię za bardzo kochać
 
gg
 
     
Indya 
malagueña salerosa



Bananów: 29
Wiek: 26
Dołączyła: 21 Lut 2014
Posty: 1127
Wysłany: 2014-03-17, 00:36   

Możemy sobie gdybać, bo w sumie i tak w obliczu zagrożenia pewnie zachowalibyśmy się zupełnie inaczej. No ale ja myślę, że pewnie wsiadłabym w pierwszy samolot do Hiszpanii, i tam skonała na plaży, leżąc na piasku i patrząc na Afrykę. Chciałabym być blisko mojego ukochanego, przejechać się jeszcze raz motorem, nocą, w ciepłą, wiosenną noc, przytulona do niego, obserwując wiatr wśród liści palm.
_________________
fai quello che devi comunque sia - un cuore, una via
 
     
powidlo 



Bananów: 24
Wiek: 27
Dołączyła: 14 Lut 2014
Posty: 1282
Wysłany: 2014-03-19, 13:18   

Znając mnie, to spędziłabym je na wyliczaniu tego czego jeszcze nie zrobiłam i użalaniu się jaka byłam głupia :crazy: Na pewno przyszedłby czas na podsumowanie swojego życia które oczywiście ze względu na to co napisałam powyżej nie wypadłoby szczególnie dobrze. Pewnie byłabym trochę ciekawa końca, nieco przerażona i nie wiem czy bym pomyślała o tym żeby się z kimkolwiek bliskim pożegnać, bo jestem egoistką.

The man napisał/a:
Czy w takiej sytuacji jednym umierać jest lżej, innym trudniej?

Zawsze, nie tylko w takiej sytuacji różnym ludziom przychodzi lżej bądź ciężej pogodzenie się z losem.

The man napisał/a:
Biednym łatwiej pogodzić się z losem ,niż bogatym?

Osobiście gdybym się uczciwie dorobiła większych pieniędzy, to byłoby mi lżej rozstać się z tym światem. To dla mnie jakieś potwierdzenie że sobie jednak poradziłam z życiem chociażby pod względem finansowym i umierałabym raczej spokojniej.

The man napisał/a:
Nieuleczalnie chorym, niż cieszącym się zdrowiem?

Tu już troszkę ciężej zdecydować. Wydaje mi się, że szanse się mogą dzielić nieco po równo - nieuleczalnie chory jednak najczęściej żyje nadzieją i walczy do końca, a zdrowy nie miał okazji wcześniej (najczęściej również) docenić tego, co ma i teraz dopiero przychodzi myśl, że nie zrobi już tego, tamtego i siamtego nie przez chorobę, ale przez to, że śmierć nadchodzi ;-)

The man napisał/a:
Samotnym, aniżeli kochanym?

Też ciężka kwestia. Żal że nie doświadczyłam, że umieram samotnie czy ogromna tęsknota już w tym momencie i świadomość, że drugą osobę się traci... To nie takie proste jak porównanie stanu konta, sorry :-)

The man napisał/a:
Wierzącym, nie ateistą?

Tu chyba odpowiedź jest dość prosta, dla ateistów koniec byłby faktycznym końcem, wierzący zawsze posiadają jakąś perspektywę, może nawet cel w śmierci.

The man napisał/a:
Czy też życie ceni się tak samo mocno bez względu na wiek, pozycję i perspektywy ?

Myślę, że człowiek nie potrafi cenić życia samego w sobie tak naprawdę. Chociaż miło by było się pomylić w tej kwestii. Widzimy swoje życie przez różne pryzmaty, w tym wypadku mam wrażenie, że najbardziej bolą - tak może banalnie, ale - niewykorzystane okazje, możliwości. Jeśli utrata, to właśnie tych możliwości. Myślę też, że w odniesieniu do całej naszej populacji ciężko jest użyć prawidłowo zwrotu "tak samo". Każdego w jakimś sensie będzie to boleć, ale jednak nie będzie to taki sam stopień.
_________________
arytmia uczuć
 
     
Moniazgwiazdka
Starszy Kumpel



Bananów: 9
Dołączył: 18 Mar 2014
Posty: 380
Wysłany: 2014-03-19, 14:00   

Amb napisał/a:
Gdyby jutra miało nie być, to może w końcu mówiłabym prawdę przez dłużej niż godzinę.
A może zacząć już? Ja tam walę co myślę, może mi przyjaciół nie przybywa, ale przynajmniej żyję w zgodzie ze sobą :crazy:

The man napisał/a:
Biednym łatwiej pogodzić się z losem ,niż bogatym?
Myślę, że bogatym trudniej. Dorobił się, chciałoby się wykorzystać tę kasiorkę, a tu lipa.

The man napisał/a:
Nieuleczalnie chorym, niż cieszącym się zdrowiem?
Chyba zdrowym gorzej, człowiek nieuleczalnie chory pewnie przygotowuje się na odejście.

The man napisał/a:
Samotnym, aniżeli kochanym?
Ciężko stwierdzić. Ale myślę, że łatwiej jest z kimś, aniżeli samemu.

The man napisał/a:
Wierzącym, nie ateistą?
Chyba wierzącym, bo i tak czekają na życie po życiu.

The man napisał/a:
Czy też życie ceni się tak samo mocno bez względu na wiek, pozycję i perspektywy ?
Ehh, kolejne gdybanie, ale stawiam, że starzy ludzie swoje już przeżyli :crazy:

The man napisał/a:
To ,że został post napisany o 21 nie znaczy ,że macie 3h życia :crazy:
:crazy:

Amb napisał/a:
Albo nie mając nic do stracenia, spróbowałabym ukraść czyjeś auto i pojechać przed siebie najdalej jak się da
Jak już miałabym kraść, to miliony. Wynająć sobie samolot i lecieć jak najdalej, myślę, że byłoby to dalej niż autem :crazy:

Co ja bym zrobiła? Nie mam zielonego pojęcia. Tak czytam te moje wypociny i same chybanie.
 
     
Amb
Artificial Marvellous Brain



Bananów: 33
Dołączył: 18 Lut 2014
Posty: 1134
Wysłany: 2014-03-22, 13:31   

Moniazgwiazdka napisał/a:
Jak już miałabym kraść, to miliony. Wynająć sobie samolot i lecieć jak najdalej, myślę, że byłoby to dalej niż autem

Sorry, ale wzięłam temat na tyle poważnie, by ocenić, co byłabym w stanie zrobić. I włamać do czyjegoś auta owszem, ale ukraść milion złotych i wynająć samolot nie, nawet gdyby jutra miało nie być.

A nie macie tak czasem, że cholernie się czegoś boicie i jedyny argument, dzięki któremu decydujecie się przełamać jest taki, że wyobrażacie sobie, że jutra może nie być? Myślę, że to dobry sposób motywacji.
_________________
Lepiej żeby się ciebie bali niż mieliby cię za bardzo kochać
 
gg
 
     
powidlo 



Bananów: 24
Wiek: 27
Dołączyła: 14 Lut 2014
Posty: 1282
Wysłany: 2014-03-22, 14:10   

Amb, to jest ciekawy w sumie rodzaj motywacji, bo z jednej strony można mówić, że ominą nas konsekwencje -z drugiej strony mam wrażenie że chodzi o poczucie żalu pojawiającego się po straconej okazji, a przecież gdyby nie było jutra to byśmy tego uczucia już nie zaznali :crazy:

Osobiście mnie to nie motywuje, ale jeśli kogoś, no to dobrze.
_________________
arytmia uczuć
 
     
sandza 
Przyjęty



Bananów: 2
Wiek: 23
Dołączyła: 26 Lut 2014
Posty: 74
Wysłany: 2014-03-23, 10:56   

The man napisał/a:
Mimo takowej nazwy tematu, nie mam zamiaru opisywać tutaj filmu o tym samym tytule.

ehh a już miałam nadzieje że będę mogła poruszyć dobitnie temat Bolly :mialem_dynamit_w_paszczy:




a co do samego tematu .. chyba nikt tak do końca nie jest w stanie stwierdzić
ja myśle że po prostu starałabym sie wykorzystać czas w 100 % na kompletnie wszystkie niedomknięte sprawy w moim życiu, na bycie z najbliższymi i obym umarła w trakcie jakiejś zakręconej imprezy .. to by było piękne zwieńczenie mej kariery

tak to oczywiście roztrwoniłabym cały swój majątek i starałabym sie nie myśleć o śmierci
wszystko na jedną karte i cały czas do przodu ! w końcu można byłoby zaszaleć na maxa i bez kaca bo cie już nie dopadnie , nie zdąży :crazy:
_________________
'Zawsze wierzyłem w głupców. Moi przyjaciele nazywają to wiarą w samego siebie.'
 
     
unreal 
Koneser



Bananów: 21
Dołączyła: 12 Lut 2014
Posty: 423
Wysłany: 2014-04-30, 18:17   

Chyba nie lubię takich tematów. Nie mam pojęcia, jak zareagowałabym na wieść, że za chwilę umrę. Nie wiem czy miałabym w sobie tyle energii i radości, żeby zdecydować się na jakiś szalony ruch, nie wiem czy kradłabym samochody i czy skakałabym ze spadochronu w ramach wykorzystania ostatnich chwil życia. Gdybym dzisiaj się o tym dowiedziała, pojechałabym nad morze i posiedziała na plaży do wschodu słońca, taką mam wizję dziś, odchodzić, widząc coś ładnego. Dzisiaj nie chciałoby mi się szaleństw. Nudno bym wykorzystała tę chwilę, gdyby zdarzyła się teraz.
_________________
Toż to absurd.
 
     
aniulek 



Bananów: 38
Wiek: 24
Dołączyła: 13 Lut 2014
Posty: 1269
Wysłany: 2014-05-01, 09:50   

Raczej nie robiłabym nic szalonego. Gdybym była w takiej sytuacji jak teraz, że mieszkamy osobno, to chciałabym za wszelką cenę jechać do chłopaka i spędzić z nim te ostatnie dni/godziny. A jeśli mieszkalibyśmy razem, to pewnie tak samo: z nim (ewentualnie z nim i z dziećmi, jeśli by były). Może to i mało oryginalne, ale naprawdę nic więcej nie trzeba mi do szczęścia.

Choć może... Na finał ligi mistrzów bym chciała pojechać, ale nawet gdyby to były ostatnie dni życia i sprzedałabym wszystko co się do sprzedaży nadaje, to nie byłoby by mnie stać. :roll:
_________________
Va'esse deireádh aep eigean, va'esse eigh faidh'ar.
 
     
pi 
Koneser
czekoladożerca



Bananów: 13
Wiek: 24
Dołączyła: 17 Kwi 2014
Posty: 438
Wysłany: 2014-05-06, 16:30   

Myślę, że są dwie opcje.
1. Zaczęłabym panikować i szybko chciałabym spotkać się i porozmawiać ze wszystkimi ważnymi dla mnie osobami, to po pierwsze. Takie szczere rozmowy. Na pewno próbowałabym też w jakiś sposób spełnić chociaż niektóre swoje marzenia, zrobić coś, czego bałam się dotychczas zrobić, na co brakowało mi czasu. Chciałabym nadrobić pewne rzeczy.
2. Istnieje też zagrożenie, że po prostu poszłabym gdzieś na jakąś łąkę, siadłabym i wspominała. :roll:
_________________
"Quid est enim novi hominem mori, cuius tota vita nihil aliud, quam ad mortem iter est."
 
     
palkers37 
Przybysz



Wiek: 23
Dołączyła: 07 Sty 2015
Posty: 5
Wysłany: 2015-01-26, 19:58   

Co ja bym zrobiła ? Przez pierwsze 2h totalnie bym się załamała, ale nie tym, że umrę tylko tym, że już 'ICH' nie zobaczę, że to wszystko się skończy.. . Wtedy pewnie mój chłopak, albo mama albo nie wiem kto jeszcze postawiłby mnie na nogi, dał w pysk i kazał się ogarnąć :D dla mnie wystarczyłoby to, że Ci których kocham byliby blisko mnie, aż do samego końca. Po co mi jakieś skoki ze spadochronem, piękne widoki i nie wiadomo co, skoro wszystko to co kocham mam obok siebie ? dla mnie to się liczy.
Nie wiem czy biednym, czy bogatym jest lżej umierać, wiem tylko, że jeżeli np. mój tata miałby umrzeć to to co w życiu osiągnął nie liczyłoby się w tym momencie, tylko liczylibyśmy się my - rodzina. Mama to wiadomo, zapłakałaby się jedynie.
Myślę, że zdrowym gorzej się pogodzić ze śmiercią. Jeżeli ja byłabym nieuleczalnie chora to jakoś bym to zniosła, bo wiedziałabym, że i tak prędzej czy później umrę. Samotnym, kochanym ? Wydaje mi się, że samotnemu byłoby lżej, bo jeżeli jest się samotnym całe życie to umierać samotnie nie jest tak trudno. Ja czuję się kochana przez najcudowniejszego faceta na świecie, rodziców i w ogóle.. nie chciałabym ich tak zostawić, pomimo tego, że miałabym zaraz umrzeć chyba prędzej pękłoby mi serce :( Sama jestem w jakiś tam sposób wierząca, taa no i nadal wmawiam sobie, że może jednak coś po tej śmierci jest. A wmawiam dlatego, że jestem bardzo uczuciową osobą i nie zniosłabym czegoś takiego. Dla mnie jest to straszne tak odejść i już więcej nie zobaczyć kochających Ciebie osób.. .
 
     
Fragileacacia 
Wiarygodny
Balansując nad krawędzią



Bananów: 8
Dołączyła: 13 Sty 2015
Posty: 199
Wysłany: 2015-01-27, 00:46   

palkers37 napisał/a:
Wydaje mi się, że samotnemu byłoby lżej


A mi się wydaje, że samotnemu byłoby jeszcze gorzej umierać z taką świadomością, nie będąc otoczonym przez ukochanych, nie czując przynależności i spełnienia w życiu.

Wszystkie gorzkie słowa zachowałabym dla siebie. Zresztą... czy w czasie mojego życia kiedykolwiek wypowiem je tym, do których są skierowane?
Byłaby jedna osoba, którą koniecznie musiałabym zobaczyć i wyprostować to, co zepsułam. Przez 10 minut poczuć się dobrze.

Chciałabym poznać prawdę na temat TEGO, co nurtuje mnie do tego stopnia, że od pół roku cierpię na bezsenność :) A póki co, czas sobie płynie, a mi brak okazji o to spytać....

I w zależności od odpowiedzi kolejne punkt w mojej wyliczance atrakcji odbyłabym samotnie, lub w parze.

Pożegnałabym się z bliskimi, zawczasu.

I chciałabym po raz ostatni przegnać dzikim galopem przez łąkę, w pełnym słońcu. I chłonąć promienie grzejące mnie w policzki. I umrzeć gdzieś w szczerym polu, lub ciemnym lesie bo jestem wiejska dziołcha z dziada pradziada i do natury mnie ciągnie.
_________________
Rather be someone's shot of whiskey than everyone's cup of tea.

BeatBox napisał/a:
Czego brakuje Wam do pełni szczęścia?

cjelzurr napisał/a:
Bycia pierdolcem w mniejszym stopniu. To główny powód moich życiowych porażek.
 
     
V 
Wiarygodny



Bananów: 9
Dołączył: 14 Maj 2014
Posty: 194
Wysłany: 2015-01-27, 18:57   

palkers37 napisał/a:
Wydaje mi się, że samotnemu byłoby lżej, bo jeżeli jest się samotnym całe życie to umierać samotnie nie jest tak trudno.


Ktoś tu nigdy nie był samotny.
_________________

There is still a voice I have yet to hear.

There are still words I have yet to remember.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku

Skocz do:  

Kontakt | Forum wielotematyczne: cout.pl © 2014 - 2017 | Forum wielotematyczne, młodzieżowe

Wersja mobilna