=== Strona Główna ===

SzukajUżytkownicyGrupy
RejestracjaZaloguj


Poprzedni temat «» Następny temat
Syndrom nieszczęśliwego imigranta
Autor Wiadomość
Indya 
malagueña salerosa



Bananów: 29
Wiek: 26
Dołączyła: 21 Lut 2014
Posty: 1127
Wysłany: 2014-02-21, 23:33   Syndrom nieszczęśliwego imigranta

Wpadłam na pomysł tego tematu dzisiaj zupełnie przypadkiem kiedy to tak zaczęłam się zastanawiać nad życiem poza miejscem, z którym możemy identyfikować naszą ojczyznę...
Syndrom imigranta, coś takiego przyszło mi do głowy i dziś po włączeniu komputera zaczęłam góglować. Wpadłam na całkiem ciekawy artykuł al respecto.

Tutaj:
Cytat:
Trudna codzienność emigrantów
2007-07-27 08:00:49

Czas wakacji to okres intensywnych wyjazdów zagranicznych. Jednak od kilku lat są to nie tylko wyjazdy urlopowe, lecz również wyjazdy do pracy. U niektórych wyjeżdżających zapał podejmowania nowych wyzwań i wiara w nowe możliwości po pewnym czasie gasną wobec trudności dnia codziennego.

Anna Rączkowska w artykule pt. "Smutek emigranta", umieszczonym na portalu internetowym
Kod:
http://www.zycienawyspach.com
, zauważa że współcześni emigranci zmagają się nie tylko z problemami dotyczącymi poszukiwania pracy, mieszkania, nieznajomości języka. Największe trudności adaptacyjne powodowane są rozstaniem z rodziną i przyjaciółmi, tęsknotą oraz zmaganiem z własnymi słabościami, spadkiem poczucia własnej wartości, poczuciem stanu zawieszenia, samotnością.
Wyniki badań prowadzonych przez zespół naukowców ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej pokazują, że częstą przypadłością wśród Polaków pracujących za granicą jest tzw. "syndrom nieszczęśliwego imigranta".

Jego powodem jest utrata własnej tożsamości, znalezienie się w innej rzeczywistości, niemożność bezpośredniego pełnienia ważnych życiowych ról - ojca, matki, męża, czy żony. Do tego dochodzi wysiłek fizycznym i psychiczny.

Wszystkie te czynniki powodują, że wielu spośród tych, którzy wyjechali, popada w przygnębienie. Stwierdza się również występowanie zaburzeń nerwicowych, stanów depresyjnych, uzależnienia alkoholowego i lekowego. Z myślą o tej grupie emigrantów uruchamiane są odpowiednie programy terapeutyczne.

Ich przykładem są zajęcia psychoterapeutyczne prowadzone przez psychiatrę i psychoterapeutę - dr Jacka Namysłowskiego w Klinice Leczenia Uzależnień w Bad Essen w Niemczech. Autor i pomysłodawca zajęć, sam od wielu lat przebywający za granicą, uważa, że do szczególnie ważnych elementów terapii należą: odtwarzanie więzów socjokulturoowych, pogłębianie poczucia identyfikacji i tożsamości narodowej oraz uelastycznianie mechanizmów adaptacyjnym i reakcji przystosowawczych.

Podobne programy terapeutyczne działają także w Wielkiej Brytanii, w Irlandii oraz w krajach Ameryki Północnej.


PAP - Nauka w Polsce, Magdalena Weker


źródło
Kod:
http://www.eduskrypt.pl/trudna_codziennosc_emigrantow-info-7448.html



Kieruję ten temat nie tylko do ludzi, którzy już gdzieś kiedyś emigrowali ale również do tych, którzy się nad tym zastanawiają , bądź wiedzą, że nie wyemigrują nigdy również z powyżej wspomnianych powodów.

Jeśli mieszkaliście poza ojczyzną to jak sobie radziliście z tęsknotą za krajem?

Co jest waszym zdaniem lepsze - starać się otaczać ludźmi, rzeczami które przypominają, kojarzą się z ojczyzną czy wręcz przeciwnie, adaptować się na siłę do nowego społeczeństwa?

Jak wyobrażacie sobie siebie w roli emigranta?

Mam nadzieję, ze czegoś ciekawego również się nauczę z tego tematu, poczułam nagłą potrzebę rozgryzienia tych kwestii wspólnie z kimś jeszcze :D

Pozdrawiam!
 
     
powidlo 



Bananów: 24
Wiek: 26
Dołączyła: 14 Lut 2014
Posty: 1282
Wysłany: 2014-02-22, 00:26   

Chyba mogę napisać, że takich ludzi spotykam. Większość z nich wróciła do kraju albo zatraca się na ile może w pracy, mieszkanie traktując bardzo przechodnio, nie wgłębiając się w poszczególne relacje i licząc dni do urlopu w Polsce...
Z drugiej strony spotkałam również ludzi którzy z jednej strony bardzo tęsknią np. za dziećmi pozostawionymi w Polsce, bo właściwie na ich studia i życie zarabiają za granicą, a jednocześnie np. ułożyło im się tu życie osobiste, znaleźli partnerów, etc. Widzę to rozdarcie i samej mi się serce kraja, bo to naprawdę ciężko pogodzić.

Sama wyemigrowałam do Niemiec, zamieszkałam tam, związałam się z obcokrajowcem, pracuję, rzecz jasna planuję zostać na stałe.
U mnie nie było problemów z samotnym wyjazdem - byłam skłócona z rodziną, mój ex był na bardzo dobrej drodze żeby mnie psychicznie wykończyć, a perspektyw pracy w moim mieście dla mnie nie było. Pojawiła się oferta pracy z której mogłam skorzystać i... właściwie, to uciekłam z tymi dwiema walizkami pełnymi ciuchów roboczych. Bo Polka jedzie na początek na ciężką pracę za marne pieniądze. I oczywiście tak też było ze mną. Pierwsze trzy tygodnie były zderzeniem z tym, jak potrafią Polacy traktować Polaków za granicą. Pracowałam na hali, dla osoby metrażu 1,55 m. nie była to lekka praca :crazy: Wytrzymałam do dnia ostatniego, bo mój opiekun znalazł mi nową pracę, oczywiście też za marną kasę i dość ciężką (pracowałam po 18h dziennie bez dnia wolnego), ale już o innym charakterze, w innym mieście, też całkiem inaczej.

Tu się w sumie zaczęła prawdziwa rzeczywistość, bo nie znałam tutaj żadnego, naprawdę żadnego Polaka, do Internetu nie miałam praktycznie dostępu (bądź czasu) i musiałam się przegryźć z językiem. Nie było to łatwe mimo, że przyjechałam tu już z dość dobrą jego znajomością. Wylądowałam w tureckiej restauracji, więc i akcent całkiem inny i kultura na dobrą sprawę. Pierwszy miesiąc był dla mnie koszmarem, pomijając to że byłam zwyczajnie wykończona fizycznie i psychicznie tym brakiem kontaktu z innymi ludźmi we własnym języku, niezrozumieniem niemieckiego, bezradnością - np. kiedy ktoś mi wydawał sprzeczne polecenia (było dwóch szefów) i nie mogłam im dokładnie wytłumaczyć że tak robią, a oni sami nie wiedzieli, często też jeden z kelnerów wykorzystywał to, że jeszcze nie potrafię super po niemiecku mówić i wina zawsze szła na mnie :roll: Warto jeszcze może wspomnieć o tym, że jak szef Turek ma pracownicę Polkę, to od razu myśli, że na pewno jest cholernie chętna żeby się z nim przespać :crazy: no cóż, nie tym razem...

Żyła sobie więc dż. w stresie i tak wyglądały jej próby przegryzienia się z niemiecką rzeczywistością. Na szczęście w tej restauracji pracował także w tym czasie jej przyszły mąż, więc koniec końców wszystko skończyło się dobrze i w tym momencie powidło chodzi sobie bez stresu niemieckimi ulicami, problemu z językiem nie ma praktycznie żadnego i pracę też zmieniła...

Nie wiem w sumie czy trafiłam super w temat, ale tak wyglądały moje początki tu, a chyba o to chodzi.

Co do dalszych pytań...
Takie otaczanie się wszystkim co polskie niestety szkodzi, jak widzę po ludziach którzy tak zrobili. Są tu np. 8 lat, ale mają wszystko polskie: prawników, lekarzy, piekarzy, kosmetyczki, fryzjerki, tłumacza, kolegę w urzędzie, opiekunkę do dziecka i panią w szkole. Kupują tylko polskie produkty, rzecz jasna trzy razy drożej niż normalnie. Nie potrafią przetłumaczyć prostego listu który do nich przyjdzie.

Powiem szczerze, że to jest w moim mniemaniu lekkie kalectwo. I to w dodatku strasznie drogie, bo musicie moi mili wiedzieć, że nikt tak niestety z Polaka tu nie zedrze jak sam Polak. Smutne, acz prawdziwe.
Nie wydaje mi się jednak, żeby to była szczególna tęsknota za Ojczyzną, tylko po prostu wygodnictwo. Przynajmniej tak wynika z ich wypowiedzi.

Osobiście staram się uczestniczyć w rzeczywistości "po niemiecku", nie szukać tu Polaków na siłę, jak najwięcej mówić po niemiecku i uczyć się tych zwyczajów. To ja się muszę dostosować do kraju, nie kraj do mnie. Mam też znajomych Polaków i nie rozmawiamy po niemiecku rzecz jasna ;-) (chyba, że w pracy) ale to są po prostu poznani przypadkowo ludzie, nie szukani na siłę.

Atak tęsknoty miałam na Boże Narodzenie. Przeryczałam całe święta, bo one się nie równają z polskimi i koniec.
_________________
arytmia uczuć
 
     
buciki
Przyjęty



Bananów: 3
Dołączył: 24 Lut 2014
Posty: 64
Wysłany: 2014-02-24, 12:40   

Witam. U mnie sytuacja wygląda wręcz przeciwnie. Spędziłem 13 miesięcy mieszkając i pracując w Holandii. Początkiem stycznia wróciłem do Polski odpocząć i złapać oddech przed kolejnym wyjazdem, który planowałem będąc jeszcze na saksach. Zupełnie nie potrafię się odnaleźć na starych śmieciach.
Znajomi, rodzina mają swoje światy i są pochłonięci polską rzeczywistością. Sam też nie mam ochoty się z nimi spotykać, bo rozmowy stały się miałkie, a jedynymi atrakcjami spotkań jest spożywanie alkoholu lub ćpanie.

Będąc na obczyźnie oczywiście nie dało się nie tęsknić. Nie potrafię jednak zdefiniować za czym dokładnie.
Chyba nie za kimś konkretnym, raczej za troską i tym, że człowiek ma do kogo zwrócić się o pomoc będąc we własnym kraju.
Czekam chyba już podświadomie, aby znów ruszyć szukać szczęścia i może to mnie blokuje przed odnowieniem relacji z Polską? Byle do maja.
_________________
telenowela Venezuela 2001
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku

Skocz do:  

Kontakt | Forum wielotematyczne: cout.pl © 2014 - 2017 | Forum wielotematyczne, młodzieżowe

Wersja mobilna