=== Strona Główna ===

SzukajUżytkownicyGrupy
RejestracjaZaloguj


Poprzedni temat «» Następny temat
Wyjście poza strefę komfortu
Autor Wiadomość
Amb
Artificial Marvellous Brain



Bananów: 33
Dołączył: 18 Lut 2014
Posty: 1134
Wysłany: 2015-09-24, 19:30   Wyjście poza strefę komfortu

Szum wokół tego terminu robią głównie trenerzy personalni i instruktorzy jogi, ale sam temat dla mnie dość interesujący.

Cytat:
Sam termin strefa komfortu jest trudny do wyjaśnienia, aby to zrobić można użyć metafory wyspy. Wyobraź sobie, że twoja strefa komfortu to taka wyspa, na której jesteś i po której możesz się poruszać. Dopóki chodzisz po piasku, to jest to dla ciebie naturalne i znane, natomiast wejście do wody wywołuje już pewne obawy czy dyskomfort. Czasem woda koło wyspy jest płytka, a czasem głęboka. W jednych obszarach jest rozbudowana, a w innych każdy krok to już wyjście poza swoją strefę.

Łatwiej jest zrozumieć, czym jest bycie w strefie komfortu. Jest to stan, w którym myślimy i działamy w znany dla nas sposób, w granicach, które są dla nas znane i akceptowalne. Można powiedzieć, że często czujemy, że jest to dla nas aktywność nawykowa, wręcz oczywista i naturalna.


Przekraczanie granicy tej rzekomej strefy rodzi obawy, obniża dobry humor i wydawałoby się jest okrutnie przykre, a jednak zewsząd dochodzą mnie głosy, że to bardzo zdrowo tak się przemóc, tak się znaleźć w dziwnej sytuacji, że można problem pokonać małymi krokami albo od razu rzucić się na coś kompletnie nowego, że nie wolno stwarzać wokół siebie bariery nie do przejścia, bo się wtedy zamyka człowiek w sobie i realizuje swoje obawy zamiast celów.

Po co to wszystko?

Częściej wychodzicie poza swoją strefę komfortu z własnej inicjatywy, czy sytuacja was do tego zmusza?
_________________
Lepiej żeby się ciebie bali niż mieliby cię za bardzo kochać
 
gg
 
     
Fajtula 
Seo kameleo



Bananów: 31
Dołączyła: 13 Lut 2014
Posty: 1856
Wysłany: 2015-09-28, 18:33   

Mam pewne wątpliwości co do tego, czy w swoim przypadku nazywałabym to "wyjściem". Ono kojarzy mi się z opuszczaniem czegoś, porzucaniem. Ja poszerzam. Jeśli podejmuję wyzwanie, na które składa się ciąg nieznanych czynności, to to coś dołącza do mojego schematu. Wykorzystuję je jako narzędzia komfortu, nie porzucając wcześniejszych. Myślę, że to niezwykle rozwijające, co nie oznacza, że zawsze satysfakcjonujące, a przynajmniej nie w danym momencie.
Dla przykładu: Jeśli w tej chwili ruszę się z fotela i pójdę pobiegać z zamiarem spalenia zbędnych kalorii, po powrocie nie będę wcale zadowolona, bo nieefektownie zziajam się jak psiak. Rozwinie mnie to jednak pod względem fizycznym, przed i po biegu rozciągnę zastygłe mięśnie, rozruszam stawy, krążenie, dotlenię płuca. Aż mi się zachciało. xDD

Amb napisał/a:
Przekraczanie granicy tej rzekomej strefy rodzi obawy, obniża dobry humor i wydawałoby się jest okrutnie przykre, a jednak zewsząd dochodzą mnie głosy, że to bardzo zdrowo tak się przemóc,

Na początku tak i o ile to dla Ciebie korzystne, później czerpiesz z tego korzyści. Podbudowujący jest fakt, że nawet jak coś nie wyjdzie, zawsze zyskujesz doświadczenie. Jak się trochę nad tym zastanowić to przez pryzmat doświadczeń można odkrywać samego siebie.

Czyli po lakonicznemu: wychodzenie poza strefę komfortu pozwala Ci odkrywać nowe... Ty. :P

Amb napisał/a:
tak się znaleźć w dziwnej sytuacji, że można problem pokonać małymi krokami albo od razu rzucić się na coś kompletnie nowego,

Sklecając mój powyższy wywód, opierałam się na wyzwaniach, które trwają długoterminowo, bowiem to one konkretniej zaszczepiają w nas nowe zachowania. Rzucać się też można, nawet wtedy bliższa byłaby idea wychodzenia z komfortu. Rzecz jasna, tylko na chwilę. :P Rzucając się na bieganie, porzucam fotel, ale w końcu do niego wrócę. :crazy:

Amb napisał/a:
nie wolno stwarzać wokół siebie bariery nie do przejścia, bo się wtedy zamyka człowiek w sobie i realizuje swoje obawy zamiast celów.

Już sama myśl o życiu pełnym lęków i zhermetyzowanego układu jest mocno zniechęcająca. To nie psychiatryk.

Amb napisał/a:
Po co to wszystko?

Mamy być szczęśliwi, a to nie stan stały nastawiony na monotonię.

Amb napisał/a:
Częściej wychodzicie poza swoją strefę komfortu z własnej inicjatywy, czy sytuacja was do tego zmusza?

Ja się do tego zmuszam, z tego względu, że wiecznie mi coś nie odpowiada, poszerzam, porzucam, wymieniam, pakując się w zmuszające sytuacje. I na kij mi ten komfort?
_________________
Lubię siedzieć nisko, upadek nie jest wówczas tak niebezpieczny.
 
     
Amb
Artificial Marvellous Brain



Bananów: 33
Dołączył: 18 Lut 2014
Posty: 1134
Wysłany: 2015-09-28, 22:17   

Fajtula napisał/a:
I na kij mi ten komfort?
Bo wygodniej jest robić po swojemu, tak jak zwykle, być sobą. No i właśnie. Jest tu pewna rozbieżność, ponieważ po drugiej stronie kampanii o wychodzeniu ze strefy komfortu jest kampania o byciu sobą niezależnie od okoliczności. Czy robienie wbrew sobie może sprawić, że będziemy konformistyczni?
_________________
Lepiej żeby się ciebie bali niż mieliby cię za bardzo kochać
 
gg
 
     
Fajtula 
Seo kameleo



Bananów: 31
Dołączyła: 13 Lut 2014
Posty: 1856
Wysłany: 2015-10-01, 20:32   

Amb, wiesz, niektórzy nie mają tego problemu, bo po prostu nie wiedzą jacy są. Zdecydowanie należę do tych, co nie mogą do siebie dotrzeć, ciągle przed sobą umykając. Albo czekając na siebie, a nie potrafiąc dobiec. To przyjemne, wprowadzające element zaskoczenia, choć lekko niebezpieczne. ;P
_________________
Lubię siedzieć nisko, upadek nie jest wówczas tak niebezpieczny.
 
     
Amb
Artificial Marvellous Brain



Bananów: 33
Dołączył: 18 Lut 2014
Posty: 1134
Wysłany: 2015-10-01, 22:31   

Fajtula napisał/a:
niektórzy nie mają tego problemu, bo po prostu nie wiedzą jacy są
może i nie wiedzą, ale mają jakieś swoje nawyki, przyzwyczajenia, których za Chiny nie zmienią, bo tak od zawsze było i już. W tym przypadku wyjście poza to jest zdrowe, bo inaczej mogą nabawić się nerwicy natręctw.
_________________
Lepiej żeby się ciebie bali niż mieliby cię za bardzo kochać
 
gg
 
     
Fajtula 
Seo kameleo



Bananów: 31
Dołączyła: 13 Lut 2014
Posty: 1856
Wysłany: 2015-10-11, 14:55   

Amb napisał/a:
może i nie wiedzą, ale mają jakieś swoje nawyki, przyzwyczajenia, których za Chiny nie zmienią, bo tak od zawsze było i już.

Tu już wkrada się kwestia, jak bardzo potrafimy być elastyczni i zmobilizowani. Do wszystkiego. Takiemu zapartemu jest trudniej ruszyć. xDD Mam wrażenie, że w opozycji do tego wcale nie musi stać teoria o "byciu sobą niezależnie od okoliczności". Bycie sobą to nie coś stałego, wskazane jest, abyśmy parli do przodu, zmieniali się, a przez to zmieniali własne nawyki. O tym już wcześniej wspominałam.

Może rozważmy jakaś konkretną sytuację, coby nie było tak na sucho. O! Niedaleko szukać.

Amb napisał/a:
W tym przypadku wyjście poza to jest zdrowe, bo inaczej mogą nabawić się nerwicy natręctw.

Mogłabyś rozwinąć swą myśl w oparciu o jakieś znane Ci z życia wydarzenie?
_________________
Lubię siedzieć nisko, upadek nie jest wówczas tak niebezpieczny.
 
     
powidlo 



Bananów: 24
Wiek: 27
Dołączyła: 14 Lut 2014
Posty: 1282
Wysłany: 2015-11-09, 16:15   

Kurcze, to chyba jest to co mnie spotkało w moim własnym domu. I odrobinę wcześniej. Może tak na bardzo banalnych przykładach, ale w zasadzie w moim życiu nie ma jakiejś niesamowitej głębi.

Generalnie jest tak, że jestem osobą którą jakoby denerwuje najmniejsza zmiana. Wszystko miałam mieć wg planu, jeśli mam dzień w piżamie to w piżamie, nawet skajpa nie odbieram żeby nikogo nie przestraszyć. Nie jadę w nieznanie miejsce, bo nie mam orientacji w terenie i na pewno się zgubię. Nie zostaję u znajomych na noc, bo po prostu nie mam nic na przebranie, nie nastawiłam się, etc. Chcesz do mnie przyjść, to się zapowiedz.

No. I tak oto spotkałam paru ludzi, w tym obecnego męża, którzy mieli trochę bardziej spontaniczne i luźne podejście do życia i, co ważniejsze, nie uwierzyli tak do końca w to, ze ne umek, nie będę, nie potrafię, się nie uda.

Co się okazało? Potrafię się dostać z jednego na drugi koniec Polski. I Niemiec. Tak, ne zrobię sobe krzywdy, jak się zgubię to dopytam, mam mieć tylkmzapas gotówki i możliwość połączeń. Po prostu znalazł się ktoś, kto powiedział, że wystarczy to i tamto i jesteś. Nagle okazuje się, że potrafię nawigować. Że jestem w stanie opanować kierownicę, choć kto by pomyślał. Że jak zadzwonią znajomi, bo oni będą za pół godziny, są głodni i będą nocować u nas przez parę dni, to bardziej wkurzy się mąż ('bo u Was to takie niekulturalne i Ty tego nie znosisz, a jak ja odmówię to mnie wezmą za najgorszego buca i co teraz'), niż ja, bo mi to w sumie obojętne. Będą, będę musiała wyjść-wyjdę, gotować i tak trzeba, koce i materace mamy, że się muszę małym dzieckiem zajmować to tego się przeoczyć nie da.

Może ciężko to wytłumaczyć, bo to jest na dobrą sprawę zmiana w podejściu, nawet zaryzykowałabym stwierdzenie że eż minimalna zmiana w mentalności, ale to jest właśnie moje wyjście ze strefy komfortu. Pewne sytuacje nie stały się może przedłużeniem tej strefy, jednak są akceptowalne,nie sprawiają mi problemu, przez co tracę mniej nerwów :crazy:
_________________
arytmia uczuć
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku

Skocz do:  

Kontakt | Forum wielotematyczne: cout.pl © 2014 - 2017 | Forum wielotematyczne, młodzieżowe

Wersja mobilna