To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Strumień Userów - Forum Młodzieżowe
Wrzuć posty do strumienia Cout.pl! Atrakcyjne tematy przyciągają do Nas wspaniałych Użytkowników. Wielotematyczne forum młodzieżowe.

Proces dojrzewania - Dojrzewanie

Indya - 2014-04-07, 23:21

Szczerze to ja też przerabiałam etap czarnych ciuchów i paznokci. Choć ja byłam raczej czymś w rodzaju hybrydy metala, punka i nacjonalisty/rewolucjonisty. Nosiłam kolorowe dready i na rękach czarne rękawiczki-kabaretki, za które zawsze dostawałam solidny ochrzan od nauczycielki niemieckiego. Punka słucham do dzisiaj ale styl ubierania zmieniłam. Teraz nikt by nie powiedział, że taka dziewczynka jak ja ma takie poglądy jakie ma. I myślę, że to o wiele lepsze.

Amb napisał/a:
Ech, chyba spotykaliśmy innych ludzi.
Po prostu dla mnie zdanie "faceci twierdzą, że laski są tępe" jest na poziomie gimnazjum, ale zapomniałam, że temat jest o dojrzewaniu, więc adekwatnie


Ja bym nie powiedziała, że są tępe ale są trudniejsze. Mają fochy i często potrafią zrobić problem tam gdzie go nie ma. Wliczam w to siebie, i szczerze przyznam, że nieraz chciałabym być jak facet a nie potrafię.

powidlo - 2014-04-08, 12:23

Tez bylam kindermetalem, ale nie uwazam zeby mozna sie bylo tego wstydzic :roll: fakt faktem, ze duzo durnych rzeczy sie robilo, ale to w sumie calkiem normalne. To byl bardzo tworczy dla mnie okres, sporo sie o sobie dowiedzialam i o swiecie tez, szukalam wlasnego stylu, zainteresowan i odkrywalam powoli charakter. Absolutnie nie moge powiedziec zeby to bylo zle, wrecz przeciwnie. Zreszta, za pare lat znow bede miec powody do smiechu z myslenia jakim posluguje sie dzis i bardzo dobrze, bo to w koncu swiadczy o rozwoju. Chyba :crazy:
cjelzurr - 2014-04-08, 14:22

Hehe metale. Ja bawiłem się w metal później, w liceum, ale przynajmniej tam miałem głowę na karku, bo słuchałem konkretów, a nie Mansona, gardziłem naszywkami i nie praktykowałem koszulek z zespołami (kupiłem sobie jeno bluzę Ministry, ale promocja była). Kostki czy glanów używam zresztą do dziś - te ostatnie to jedyne słuszne buty do rąbania drewna, kostka to dwa miejsca siedzące na ognisko.

[ Dodano: 2014-04-08, 14:23 ]
Calamity napisał/a:
W gimnazjum byłam książkowym okazem kindermetala :crazy: . Dodam, że chodziłam do katolickiej szkoły, więc mój image nieszczęśliwego dziecka mroku bardzo mocno rzucał się w oczy. W liceum strasznie wstydziłam się tego etapu, ale w ostateczności doszłam do wniosku, że taka faza była mi potrzebna w przebyciu mojej drogi do samoakceptacji.


Jak Lublin, to pewnie Biskupiak, jak Biskupiak to nie zazdroszczę :crazy:

Misha - 2014-04-08, 16:53

Ja tam nigdy nie byłem brudem - ortodoksem. Bardziej kucem od Krula, ale potem zacząłem czytać Wyborczą :crazy:
Calamity - 2014-04-08, 19:33

cjelzurr napisał/a:
Ja bawiłem się w metal później, w liceum, ale przynajmniej tam miałem głowę na karku, bo słuchałem konkretów, a nie Mansona, gardziłem naszywkami i nie praktykowałem koszulek z zespołami

A ja właśnie byłam spod znaku metalowego kiczu. Groteskowe, krwawe koszulki z orgią zombie, mnóstwo naszywek, mrocznej biżuterii...

cjelzurr napisał/a:
Jak Lublin, to pewnie Biskupiak, jak Biskupiak to nie zazdroszczę

Nie, nie, ja w Lublinie dopiero na studia zawitałam.

Dafne - 2016-10-20, 22:36

Wiek nastoletni to chyba najdurniejszy okres w życiu - nie dość, że patrzymy bardziej radykalnie na świat, to jeszcze te burze hormonów. Raczej jestem poukładaną osobą, jeśli chodzi o wgląd na siebie, z otoczeniem mam problem, bo nie patrzę zbytnio na ludzi. Takie dojrzewanie w okresie nastoletnim ma to do siebie, że większość rzeczy spłycamy i coś jest dla nas na zawsze- najczęściej tak "wzniosłe" rzeczy jak przyjaźń czy miłość. Dla mnie... to nigdy nie było wzniosłe, bo człowiek nie jest w stanie sam w sobie mi zaimponować. Nie zakochiwałam się na mrugnięcie okiem, nie byłam trzpiotką i nawet trochę gardziłam dziewczynami, stroniłam od nich, bo były niemożliwe.
Moje dojrzewanie było raczej chłopięce, bo trzymałam się z chłopcami, jednak w efekcie, nie pasowałam ani tam, ani tam (chłopcy nie wpuszczali, dziewczyny później też przestały). Nie byłam natomiast typem samotnika. :-DD

Z tym, że dojrzewamy całe życie się zgadzam, bo skoro połowę życia dojrzewałam chłopięco, a nie dziewczęco (taki wczesny gender :lol: ), po 21. roku życia nastąpił przełom... zaczęłam dojrzewać dziewczęco.
Na dojrzewanie "level up", w sensie: "bycie kobietą" chyba jeszcze za wcześnie. Nie wiem, czy jest sens poszukiwać tej kobiecości, skoro bardziej czuję się dziewczyną.

Szczerze nie znoszę szuflad, więc do żadnej subkultury nie należałam.

Fajtula - 2017-01-05, 17:14

Dafne napisał/a:
Takie dojrzewanie w okresie nastoletnim ma to do siebie, że większość rzeczy spłycamy i coś jest dla nas na zawsze- najczęściej tak "wzniosłe" rzeczy jak przyjaźń czy miłość.

Chyba zatrzymałam się na (obecnej, pocieszam się) podstawówce, bo owa "wzniosłość" nadal mnie.. wznosi. :P

Dlaczego dojrzewanie jest takie beznadziejne? Człowieka nabiera pokory, cierpliwości, zdystansowania, słowem robi się z niego zaschnięta, gliniana kula. Możliwości? Zostawić w spokoju, rozłupać albo podpiec na ognisku.

Amb - 2017-01-06, 07:53

Fajtula napisał/a:
Dlaczego dojrzewanie jest takie beznadziejne?
Czy mnie się wydaje, czy mylisz dojrzewanie ze zdziadzieniem i bucowatością XD Przecież można być jednocześnie dojrzałym i zwariowanym. Można być też zgorzkniałym i niedojrzałym. Wydaje mi się, że pokora i cierpliwość są w porządku. Beznadziejna jest bezczelność i rozgorączkowanie.
Fajtula - 2017-01-08, 00:18

Amb, odnoszę się do powszechnych stereotypów z pejoratywnym wyolbrzymieniem, jak zawsze zresztą :-D Ty zaś doszukujesz się na pozór rozwiązań realnych, choć nierealnie skręcających w pozytywne tonacje. Okazujesz się mieć rację, bo trafiasz w punkty uniwersalne, będące bolączką tłumów. Rzesza szaleje, bo nagle ktoś zapewnia happy end. Zastanów się nad objęciem patronatem manifestacji z góry skazanych na porażkę, może być ciekawie :crazy:
Amb - 2017-01-08, 21:57

Nie doszukuję się nierealnych rozwiązań, Fajtulo, po prostu uważam, że dojrzewanie wcale nie jest beznadziejne. Jeżeli nie możesz się pogodzić ze swoją dorosłością, to współczuję jakości życia. Bez znajdowania w życiu pozytywnych tonacji, można oszaleć. I stać się bucem :p
Dafne - 2017-06-30, 00:17

Fajtula napisał/a:
Chyba zatrzymałam się na (obecnej, pocieszam się) podstawówce, bo owa "wzniosłość" nadal mnie.. wznosi. :P
Nie mam nic przeciwko szerokiemu spojrzeniu na relacje oraz dostrzeganie w nich głębi. Problem jest wtedy, gdy w relacji, np. związku widzimy cały świat. Nie przeczę, że to może dotyczyć także dorosłych osób, ale to jest raczej tendencja wieku młodzieńczego.

Dojrzewanie złe nie jest. Człowiek ma wtedy świetny ogląd sytuacji (może najlepszy w życiu), zazwyczaj jest otwarty, bo testuje różne rzeczy i poszukuje na wielu płaszczyznach czegoś, z czym mógłby się utożsamić.
Mam też wrażenie, że nastolatek na wiele spraw patrzy z dystansu, nie musi się to kłócić z nadawaniem otoczki relacjom czy idealizmem. Dystans chyba dotyczy świadomości, że jednak nie ma się bogatego doświadczenia życiowego, dlatego lepiej obserwować. No i takie hasła jak "bądź sobą", "nie oceniaj" są mu nieobce, ale coraz częściej słyszy się o szykanowaniu w szkole przez rówieśników (nie chodzi mi o te sprawy nagłaśniane przez media, ale też o własne obserwacje), dojrzewanie ma to do siebie, że możemy patrzeć skrajnie na ludzi i sytuacje. Z jednej strony, dystans, chęć wyciągnięcia jak najwięcej wiedzy i otwarty umysł, z drugiej, sprzeczność uczuć i niezrozumienie lub poczucie bycia niezrozumianym... To wszystko chyba zależy od poziomu wrażliwości młodej osoby. To wpływa potem na relacje, na pozycję zajmowaną w grupie i czy jest ważna. Bo jeśli jest, może być groźnie.

Reasumując, jak dla mnie wiek dojrzewania to takie testowanie i nabywanie umiejętności społecznych i stąd różne - ekhem - "eksperymenty".
Uściślę też poprzedniego posta, dojrzewanie jest durne, gdy przebiega zbyt radykalnie, gdy się zapędzamy i nie mamy tego potrzebnego dystansu. Bywało, że go nie miałam i to mogłoby mnie zaprowadzić w kozi róg, gdyby nie mądrzy znajomi.

Tak, to było dość durne.

Długo nie mogłam zrozumieć tego szczebiotania dziewczyn, tego ich chichotu na widok "ciacha", a potem rumieniących się policzków, gdy przyszedł sms od "tego jedynego". Mówiły wtedy, że to na zawsze, chcą być z nim do końca (albo tak myślały), a ja to zbywałam kpiarskim uśmiechem. Nie rozumiałam. Że jak? Tak odlecieć dla faceta? W wieku 16- 17 lat i wcześniej? I to łażenie, sterczenie pod blokami. Jeny. A potem sama tak robiłam, zrozumiałam, że emocje u nastolatka są na bardzo wysokim poziomie i niełatwo ich rozdzielić, zdefiniować, choć próby są. Nastolatek właśnie za bardzo próbuje analizować swoje emocje, przynajmniej wśród koleżanek było to zauważalne. Też temu uległam. Ale to już osobny temat i bardzo złożony.

pi - 2017-07-25, 20:40

Mam wrażenie, że dopiero teraz przechodzę okres dojrzewania w sensie buntu i ogólnie takiego gówniarskiego trochę zachowania. Jakieś poważne opóźnienie mam.
Fajtula - 2017-07-27, 15:06

pi, jestem z Tobą, tylko mnie to ewidentnie sprawia przyjemność i dopiero teraz jest odwaga i zapotrzebowanie na świrowanie :-D


Strumień Userów: cout.pl © 2015